Jutro odbędą się wybory w Saksonii-Anhalt….

Jutro odbędą się wybory w Saksonii-Anhalt….


Jutro odbędą się wybory w Saksonii-Anhalt.

Według najnowszego sondażu Alternatywa dla Niemiec (AfD) wysuwa się na prowadzenie z poparciem rzędu 42 procent. Chadecka CDU może liczyć na 22 procent, Die Linke na 11, SPD na 8, a Sojusz 90/Zieloni na 6 procent.

Najprościej byłoby nazwać ten wynik frazesem o „brunatnieniu byłej NRD”. Taka diagnoza przykrywa jednak złożoną historię, która doprowadziła ten land do miejsca, w którym znajduje się obecnie.

Są w niej trzy dekady transformacji po połączeniu Niemiec, marginalizacja mieszkańców Wschodu w niemieckich elitach, wyludnianie się regionu oraz doświadczenie ludzi, których przez lata częściej zbywano pogardą, niż słuchano z należytą uwagą.

Po 1990 roku gospodarka dawnej NRD przeszła błyskawiczną i bezwzględną rekonstrukcję. Masowo upadały przedsiębiorstwa, wiele profesji traciło rację bytu, a kwalifikacje zdobywane przez dekady nagle stawały się bezwartościowe.

Wraz z likwidowanymi fabrykami rozpadały się lokalne więzi społeczne. Spośród 8,5 miliona aktywnych zawodowo mieszkańców Wschodu nawet 3 miliony straciły pracę w czasie transformacji firmowanej przez Treuhand, urząd powołany do prywatyzacji i likwidacji przedsiębiorstw państwowych NRD.

Majątek i kluczowe zasoby regionu w dużej mierze przejmował zachodni kapitał, a stanowiska kierownicze w biznesie, administracji, nauce i mediach zajmowali przede wszystkim ludzie ukształtowani i wykształceni w RFN.

Jednocześnie przez lata powtarzano opowieść o mieszkańcach Wschodu jako roszczeniowych beneficjentach gigantycznych transferów finansowych. Znacznie rzadziej pytano, kto przejął majątek i kto zasiadł na szczytach nowych instytucji. Jeszcze w 2024 roku przedstawiciele nowych landów zajmowali zaledwie 12,1 procent elitarnych stanowisk w państwie.

Masowe zwolnienia pozostawiły po sobie trwały ślad. Badania pokazują, że ludzie dotknięci tamtym kryzysem do dziś wykazują niższe zaufanie społeczne, większy dystans wobec polityki i słabsze związki z partiami głównego nurtu.

Przez dekady dochodził do tego język pogardy, przedstawiający Wschód jako zacofany, roszczeniowy i wciąż wymagający demokratycznej edukacji.

AfD bardzo skutecznie gospodaruje gniewem, którego sama nie stworzyła.

Pamięć historyczna RFN koncentruje się przede wszystkim na zbrodniach nazizmu i Zagładzie, ale wcześniej Niemcy budowali własne imperium kolonialne w Afryce i na Pacyfiku.

Podczas konferencji berlińskiej w latach 1884–1885 europejskie mocarstwa, bez udziału mieszkańców Afryki, ustalały zasady podziału kontynentu. Niemcy podporządkowali sobie między innymi tereny dzisiejszej Namibii, Tanzanii, Kamerunu i Togo.

W Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej wojska kolonialne prowadziły w latach 1904–1908 wojnę eksterminacyjną przeciwko Herero i Nama. Dzisiejszy rząd niemiecki uznaje te zbrodnie za ludobójstwo.

Badacze wskazują na obecne już w imperializmie rasowe hierarchie, agresywną ekspansję terytorialną i przemoc wobec ludności uznawanej za niższą. Później część tych pojęć i praktyk znalazła radykalne rozwinięcie w nazistowskiej polityce Lebensraum i masowej eksterminacji na Wschodzie Europy.

Po 1945 roku denazyfikacja w RFN szybko zaczęła ustępować systemowej reintegracji dawnych elit. Byli członkowie NSDAP i ludzie obciążeni działalnością w III Rzeszy robili kariery w zachodnioniemieckim sądownictwie, administracji, dyplomacji, policji i służbach.

Podobny problem, choć inaczej opowiadany, istniał również w NRD. Część nazistowskich zbrodniarzy uciekła do Ameryki Południowej, a Stany Zjednoczone w ramach operacji Paperclip sprowadziły setki niemieckich naukowców i inżynierów, z których bardzo wielu należało wcześniej do NSDAP.

Na tym tle współczesna skrajna prawica kreuje swój wizerunek jako zwyczajne, sąsiedzkie życie.

Ulrich Siegmund prowadzi kampanię przypominającą działalność influencera. Na jego profilach dominują rodzina, lokalne festyny, humor i codzienne życie.

Obok tego jest program AfD. Partia otwarcie posługuje się pojęciem „remigracji”, domaga się radykalnego ograniczenia imigracji i cofnięcia ustawy o samostanowieniu, regulującej prawną procedurę uzgodnienia płci. Postuluje zakaz stosowania blokerów dojrzewania u osób niepełnoletnich, mówi o „trans-kulcie” i „ideologii gender” oraz chce usunięcia gender mainstreamingu z edukacji.

Realne poczucie utraty wpływu na rzeczywistość zostaje w ten sposób przekierowane przeciwko osobom migranckim i uchodźczym, muzułmankom i muzułmanom czy społeczności queer.

Skomplikowana opowieść o tych, którzy stracili na transformacji, może zostać przepisana na znacznie prostszą historię o tym, kto rzekomo zabrał im kraj.

Jest w tym również osobliwy polski paradoks.

W styczniu 2026 roku Kay Gottschalk, jeden z założycieli AfD i jej rzecznik do spraw finansów w Bundestagu, zażądał od Polski 1,3 biliona euro za rzekomy współudział w wysadzeniu Nord Stream. Wcześniej oskarżał Warszawę o współpracę z terrorystami i postulował zamrożenie Polsce środków unijnych.

Jednocześnie politycy polskiej Konfederacji współpracują z AfD w Parlamencie Europejskim. Stanisław Tyszka i Marcin Sypniewski zasiadają z jej politykami w grupie Europa Suwerennych Narodów, a Tyszka jest jednym z jej współprzewodniczących.

Współczesny nacjonalizm jest pod tym względem niezwykle elastyczny. Partie głoszą bezwzględne pierwszeństwo własnego państwa, a równocześnie budują ponadnarodowe sojusze z ugrupowaniami, których interesy narodowe pozostają ze sobą w konflikcie.

Łączy je sprzeciw wobec migracji i polityki gender, eurosceptycyzm oraz wspólny wróg w postaci „lewactwa”.

Wokół jutrzejszych wyborów działa jeszcze jeden aktor: sterowana z Rosji kampania dezinformacyjna Matryoshka, znana również jako Operation Overload.

W analizowanym okresie zidentyfikowano 269 jej postów na platformie X, z czego 94 dotyczyły bezpośrednio Saksonii-Anhalt. Uderzano w CDU, SPD, Zielonych, Die Linke i FDP. AfD oraz Sojusz Sahry Wagenknecht nie były w tym zbiorze celami.

Matryoshka wykorzystuje fałszywe witryny, spreparowane materiały, podszywanie się pod media i sztuczne podbijanie zasięgów. Przed wyborami jedną z głównych narracji były rzekome plany fałszowania głosowania. Potem pojawiła się kolejna, według której same ostrzeżenia przed rosyjską dezinformacją są manipulacją CDU.

Nie ma dowodów na koordynację tej operacji z AfD.

Rosyjska dezinformacja wchodzi jednak w konflikty, które są już obecne w niemieckim społeczeństwie. Nieufność wobec instytucji, gniew na elity, lęk przed wojną oraz spory wokół Ukrainy i migracji nie zostały stworzone w Moskwie. Mogą być natomiast bardzo skutecznie wykorzystywane.

A wszystko to trafia do jednego feedu.

W 2025 roku w „PNAS Nexus” opublikowano badanie porównujące algorytmiczny ranking Twittera z feedem chronologicznym. System nastawiony na zaangażowanie częściej podsuwał treści wyrażające złość, lęk i smutek, więcej materiałów partyjnych oraz więcej wrogości wobec politycznych przeciwników.

Po kontakcie z tak dobranym strumieniem informacji badani deklarowali również więcej złości i lęku.

Nie wykazano prostego przełożenia algorytmów na trwałą zmianę poglądów politycznych. Codzienny efekt może być mniej widowiskowy.

Przez kilka godzin człowiek dostaje w jednym miejscu wojnę, brutalne przestępstwo, kryzys migracyjny, katastrofę, skandal polityczny, sabotaż, fake newsa i komentarz do niego.

Po kilku latach kolejnych kryzysów zostają napięcie i przeświadczenie, że świat cały czas do czegoś zmierza.

Że coś wisi w powietrzu.

W Niemczech dochodzi do tego silna potrzeba dyplomacji i zakończenia wojny. Większość społeczeństwa nadal popiera dostawy broni dla Ukrainy, ale jednocześnie duża część chce większej aktywności dyplomatycznej.

Na Wschodzie silniejsze są nastroje akceptujące możliwość utraty przez Ukrainę części terytorium, a większość Niemców popiera bezpośrednie rozmowy Berlina z Moskwą.

AfD wykorzystuje te nastroje, postulując odbudowę stosunków z Kremlem, zniesienie sankcji i powrót do współpracy energetycznej.

W niemieckiej potrzebie pokoju spotykają się rzeczywisty lęk przed wojną, pamięć XX wieku, interesy gospodarcze i rosyjskie operacje wpływu. Pokój ufundowany na odebraniu Ukrainie prawa do decydowania o własnym terytorium nie kończy jednak imperialnej przemocy. Nadaje jej polityczną legitymizację.

Podobne pęknięcie widać w niemieckiej polityce wobec Izraela.

W sierpniu 2025 roku 59 procent Niemców określało działania w Gazie jako ludobójstwo, a 63 procent uważało, że niemiecki rząd powinien wprost potępiać zbrodnie wojenne. Tylko 10 procent bez zastrzeżeń popierało formułę, według której bezpieczeństwo Izraela jest niemiecką racją stanu.

W Niemczech wzrosła liczba incydentów antysemickich. Rośnie również liczba przypadków antymuzułmańskiego rasizmu.

Rzeczywisty antysemityzm, rasizm wobec muzułmanów, krytyka polityki Izraela, pamięć Zagłady i niemiecka polityka militarna zostały wtłoczone w jedną, coraz bardziej napiętą debatę.

W tym samym czasie organizacje praw człowieka, prawnicy, naukowcy oraz część żydowskich i izraelskich krytyków polityki Izraela wskazują na przypadki używania oskarżeń o antysemityzm także wobec legalnej krytyki izraelskiego rządu.

I wreszcie Polska, która w 2027 roku wejdzie w kampanię parlamentarną z własnym zestawem narastających napięć.

W lipcu 2026 roku, po raz pierwszy w historii pomiarów CBOS, przeciwnicy przyjmowania uchodźców z Ukrainy stanowili większość. Było ich 52 procent. W 2022 roku pomoc uchodźcom popierało 94 procent badanych.

Jednocześnie państwowy Nitro-Chem pozostaje ważnym dostawcą trotylu dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a raport organizacji społecznych wskazuje, że polski materiał trafia do produkcji typów bomb przekazywanych przez Stany Zjednoczone również Izraelowi. W czerwcu 2026 roku złożono w Polsce zawiadomienie dotyczące władz spółki.

Do tego dochodzi rekordowe 200,1 miliarda złotych przeznaczonych w 2026 roku na armię i sprzęt wojskowy, wieloletnie niedofinansowanie części usług publicznych oraz systemu opieki, którego ogromny ciężar wciąż spada na nieodpłatną pracę kobiet.

Polska dopiero nadrabia zaniedbania w ochronie ludności. Dopiero teraz wdraża również krajowe narzędzia nadzoru wynikające z Digital Services Act. Na granicy polsko-białoruskiej państwo nadal stosuje pushbacki, które są niezgodne z prawem międzynarodowym. W sierpniu IMGW utrzymywał sto ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną.

Za rok wszystkie te sprawy znajdą się w jednej kampanii: wojna w Ukrainie, coraz większa niechęć wobec osób z Ukrainy, migracja, Gaza, Rosja, bezpieczeństwo, prawa kobiet i osób LGBT, stan usług publicznych, granica oraz coraz bardziej odczuwalne skutki kryzysu klimatycznego.

Do tego dojdzie polaryzacja, w której obecna władza będzie próbowała przedstawiać siebie jako demokratycznego gwaranta przeciw PiS i skrajnej prawicy, choć część jej własnej polityki, choćby wobec osób uchodźczych, zakrzywia ten obraz.

Saksonia-Anhalt jest pod tym względem interesująca także z Polski. Nie jako gotowa analogia, ale jako przykład tego, jak realne krzywdy, społeczne frustracje i lęki mogą zostać politycznie przetworzone w historię o wskazanym wrogu.

Operacje wpływu nie muszą tworzyć tych konfliktów od początku. Algorytmiczny feed nie musi nikogo przekonać do jednej konkretnej ideologii.

Wystarczy, że istniejące napięcia będą podtrzymywane, wzmacniane i codziennie będą wracały na ekran smartfona.

Jutro w Saksonii-Anhalt otworzą się lokale wyborcze. Część opowieści o tym, co te wybory mają znaczyć i komu będzie można przypisać ich wynik, znana jest już dziś.




Żródło materiału: Stowarzyszenie NOMADA

0