Po naszym materiale o teorii „Wielkiego Zastąpienia” w komentarzu na Instagramie pojawiło się pytanie: dlaczego nie napisałyśmy wprost, że narracje spiskowe trafiają przede wszystkim do wyborców prawicy?
Pytanie jak najbardziej zasadne, ale odpowiedź nie jest tak oczywista, jak wielu z nas mogłoby się wydawać.
W części badań z ostatnich kilku lat rzeczywiście obserwowano większą skłonność do spiskowych wyjaśnień po prawej stronie sceny politycznej, szczególnie wśród osób o bardziej skrajnych poglądach.
W pracy opublikowanej w 2022 roku w Nature Human Behaviour przedstawiono dwa badania obejmujące łącznie ponad 104 tysiące osób z 26 państw, w tym z Polski. Badacze nie mierzyli wiary w jedną konkretną teorię spiskową. Sprawdzali ogólną skłonność do uznawania, że za ważnymi wydarzeniami stoją ukryte grupy działające poza wiedzą opinii publicznej.
Osoby o bardziej skrajnych poglądach politycznych uzyskiwały przeciętnie wyższe wyniki, a zależność była wyraźniejsza po prawej stronie. Autorzy podkreślali jednak, że obserwowane różnice były niewielkie i wyraźnie zmieniały się między państwami.
Kiedy zestawiono więcej danych pochodzących z różnych krajów i różnych lat, obraz nie był już tak jednowymiarowy. W analizie opublikowanej później w Advances in Political Psychology wykorzystano 77 zbiorów danych z 27 państw, obejmujących łącznie ponad 161 tysięcy osób i 11 lat badań.
W jednych badaniach większa skłonność do spiskowych wyjaśnień pojawiała się po prawej stronie sceny politycznej, w innych związek był bardzo słaby albo praktycznie nieobecny, a w części wyższe wyniki pojawiały się po lewej stronie. Różnice występowały nawet między kolejnymi badaniami prowadzonymi w tych samych państwach. W 8 z 11 krajów badanych więcej niż raz, w tym w Polsce, wyniki nie układały się w jeden stały wzór.
Nie oznacza to, że poglądy polityczne nie mają znaczenia. Konkretne narracje spiskowe mogą być szczególnie popularne w określonych środowiskach politycznych. Na podstawie dostępnych danych trudno jednak obronić prostą tezę, że skłonność do spiskowych wyjaśnień jest trwałą cechą wyłącznie jednego elektoratu.
→ Osobne eksperymenty pozwoliły sprawdzić jeszcze jedną rzecz: czy znaczenie może mieć sama przynależność do grupy.
W dwóch eksperymentach opublikowanych w 2026 roku w Psychological Science badacze celowo nie korzystali z istniejących podziałów politycznych. Uczestników losowo przypisywano do grup utworzonych wyłącznie na potrzeby badania. W jednym eksperymencie były to „Wielka Brytania” i „Francja”, w drugim „Hiszpania” i „Grecja”. Następnie uczestnicy oceniali prawdziwe i fałszywe informacje, z których część przedstawiała ich grupę w korzystnym świetle.
Nawet taka chwilowa przynależność nieco zwiększała gotowość do zaakceptowania informacji korzystnych dla „swoich”. Efekt był niewielki, ale pojawił się mimo tego, że grupy utworzono wyłącznie na potrzeby eksperymentu.
Jednocześnie badacze nie stwierdzili, żeby sama przynależność do grupy pogarszała zdolność odróżniania informacji prawdziwych od fałszywych. Zmieniała się raczej gotowość do uznania określonej informacji za prawdziwą, jeżeli była korzystna dla „swojej” grupy.
→ To rozróżnienie ma znaczenie także przy ocenie metod przeciwdziałania dezinformacji.
Jeżeli po zastosowaniu jakiejś metody ludzie częściej odrzucają fałszywe informacje, nadal trzeba sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. Czy rzeczywiście lepiej odróżniają informacje prawdziwe od fałszywych, czy po prostu stali się bardziej skłonni uznawać informacje za fałszywe?
W badaniu opublikowanym w 2024 roku w Nature Human Behaviour porównano sześć sposobów reagowania na dezinformację, między innymi fact-checking, krótkie wskazówki pomagające oceniać wiarygodność treści oraz komunikaty ostrzegające przed dezinformacją. Badanie przeprowadzono online w Polsce, USA i Hongkongu. Wzięło w nim udział 6127 osób, w tym 2147 osób z Polski.
Uczestnicy oceniali osobno informacje prawdziwe i fałszywe. Dzięki temu można było sprawdzić nie tylko, czy dana metoda zmniejsza skłonność do uznawania fałszywych informacji za prawdziwe, ale również czy przy okazji nie obniża oceny wiarygodności informacji prawdziwych.
W polskiej części badania dwie strategie fact-checkingowe zmniejszały skłonność do uznawania fałszywych twierdzeń za prawdziwe. Jednocześnie cztery z sześciu badanych metod obniżały ocenę wiarygodności także informacji prawdziwych.
Szczególnie istotny był ogólny komunikat ostrzegający przed dezinformacją bez szerszego kontekstu dotyczącego jej skali i wpływu. W polskiej próbie pogorszył on odróżnianie informacji prawdziwych od fałszywych.
Nie oznacza to, że ostrzeganie przed dezinformacją jest samo w sobie szkodliwe. W amerykańskiej części badania, w pomiarze przeprowadzonym tydzień później, nie obserwowano już efektów widocznych bezpośrednio po zastosowaniu badanych metod.
Wyniki pokazują jednak, że zwiększenie ostrożności wobec informacji nie jest automatycznie tym samym co lepsze rozpoznawanie, które informacje są wiarygodne.
→ Warto więc zestawić te wyniki z badaniami nad prebunkingiem.
Prebunking polega na wcześniejszym pokazaniu technik manipulacji, zanim odbiorca zetknie się z konkretnym przekazem, który je wykorzystuje.
W metaanalizie opublikowanej w 2026 roku w Current Opinion in Psychology połączono wyniki 33 eksperymentów z udziałem 37 025 osób. Analizowano przede wszystkim gry i krótkie filmy pokazujące techniki manipulacji.
Po zastosowaniu tych form prebunkingu uczestnicy lepiej odróżniali informacje wiarygodne od niewiarygodnych, a jednocześnie nie obserwowano ogólnego wzrostu skłonności do uznawania treści za fałszywe.
Nie oznacza to jednak, że każda forma prebunkingu zadziała w ten sam sposób. Metaanaliza obejmowała konkretne rozwiązania i nie pozwala wyciągać wniosków o wszystkich możliwych sposobach ostrzegania przed manipulacją. Nie badano też szerzej, czy takie działania wpływają na zaufanie do mediów, nauki, instytucji publicznych czy innych ludzi.
Te badania nie sprawdzały skuteczności samego oznaczania treści napisem „FAKE”. Pokazują jednak, dlaczego w naszych materiałach nie chcemy poprzestawać na takiej etykiecie.
Oznaczenie może przekazać gotową ocenę, ale nie tłumaczy jeszcze, jak samodzielnie ocenić kolejny przekaz. Nie pokazuje, gdzie dokładnie pojawia się problem i jak rozpoznać podobny mechanizm w innym materiale.
Dlatego w naszych materiałach chcemy przyglądać się przede wszystkim temu, jak zbudowany jest argument.
Co rzeczywiście się wydarzyło i skąd to wiemy? Co wynika ze źródła, a co zostało dopowiedziane? Na jakiej podstawie przypisuje się komuś określony zamiar? Czy pojedynczy przypadek zaczyna służyć jako opis całej grupy? Czy przedstawione informacje rzeczywiście uzasadniają wniosek? Co mogłoby sprawić, że zmienilibyśmy własną ocenę?
Szczególnej uwagi wymagają przy tym informacje zgodne z tym, co już sądzimy na dany temat. Zwłaszcza te, przy których pierwsza reakcja brzmi: „Przecież to wiem. To oczywiste”.
Krytyczne myślenie nie polega na tym, żeby ufać coraz mniej. Chodzi o to, żeby rozumieć, na jakiej podstawie uznajemy jedną informację za bardziej wiarygodną od innej i czy równie uważnie weryfikujemy treści, które potwierdzają to, co już sądzimy.
W kolejnych materiałach będziemy wracać do Ukrainy i rosyjskich działań informacyjnych, ale również do islamofobii, antysemityzmu, zdrowia, edukacji, klimatu i polityki. Chcemy przyglądać się temu, jak podobne mechanizmy pojawiają się w bardzo różnych sporach i jak wpływają na sposób, w jaki oceniamy informacje.
📚 Badania, do których odwołujemy się w tekście:
• Imhoff i in., Nature Human Behaviour, 2022
• Enders i in., Advances in Political Psychology, 2025
• Hubeny, Nahon, Gawronski, Psychological Science, 2026
• Hoes i in., Nature Human Behaviour, 2024
• Simchon i in., Current Opinion in Psychology, 2026